Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Śmiech Heleny stawał się coraz nienaturalniejszy, czasami spazmatyczny prawie; ręki Adasia nie wypuszczała ze swej dłoni, a w chwilach wolnych od śmiechu mówiła:
— Pocałowałeś.... Proszę kogo.... To ty już to umiesz.... Zabawne.... Pokaż że mi jakieś to zrobił?
Na chłopaka nadszedł w tej chwili znowu paroksyzm zawstydzenia, odsunął się trochę od niej i zarumienił się gwałtownie. Nie mógł jednak odsunąć się daleko, ręka jego pozostawała ciągle w uwięzi, czuł, że Helena ściska ją konwulsyjnie; nie chciał się tego uścisku pozbawiać; sprawiał mu on trudną do wypowiedzenia rozkosz.
— No, pokaż że mi jakeś to zrobił — nalegała Helena, głosem drżącym, urywanym.
Przed oczami chłopaka błysnęła biała pulchna ręka, po sam łokieć obnażona, przytrzymująca w uścisku jego własną bezsilną