Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pieszczotliwie jego rękę opartą na stole i gładząc ją swą mięką delikatną dłonią mówiła doń pieszczotliwie:
— Adasiu, najpierw nie mów mi pani, a Helenko.... Inaczej pogniewamy się .... A później nie oburzaj się na mnie.... Czy byś wolał, żeby o tej historyi dowiedziała się ciotka Teresa?... Com miała zrobić? Rózia mi wczoraj wieczór opowiedziała.... Zakazałam jej o tem wspominać komukolwiek.... A sama chciałam cię o to wypytać.
I rozśmiała się znowu swym figlarnym dziecięcym śmiechem, nie przestając głaskać rękę chłopaka, który ujęty jej głosem szczerym i czułym i tą pieszczotą uśmiechał się już także.
— No, opowiedz mi jak to było? zapytała znowu.
— Nic ciekawego, pocałowałem ją, a ona, Bóg wie po co narobiła strasznego krzyku.