Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tego, że miała zamiar podrwić z dzieciaka, a teraz wzrok jego ją onieśmielał. Następnie dopiero w tej chwili spostrzegła, jak ten chłopiec, pobudzony do najwyższego stopnia rozdrażnienia nerwów, wstydem i gniewem, był niezwykle, wspaniale piękny.
Adam w tej chwili stoczył pierwszą w życiu walkę z samym sobą, walkę ciężką i zajadłą; wyszedł z niej zwyciężcą. W pierwszej chwili omal, że nie wybuchnął gniewem i w grubiański sposób nie odpowiedział Helenie, że jej nic do tego co on zaprzejście miał wczoraj z Emilką. Nim jednak przemówił spostrzegł w jej oczach czuły serdeczny wyraz; zmiękł więc i opuszczając głowę na piersi szepnął:
— Po co się pani o to pyta?
Pragnął być teraz o sto mil od tego miejsca.
Zrozumiała go Helena, zapragnęła naprawić przykrość mu wyrządzoną; ujęła więc