Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czego chcesz więcej? — spytała domyślna pani.
— Chciałabym po nabożeństwie skoczyć na minutkę do matki; już dwa tygodnie u niej nie byłam.
— Jeżeli ci się tak gwałtownie chce, to pójdź — brzmiała odpowiedź — tylko nie baw tam długo, bo czuję się dziś zmęczoną i chcę się przed dziesiątą położyć. Teraz już wkrótce siódma.
Dziewczyna uradowana pocałowała panią w rękę i rzuciwszy na Adasia spojrzenie, które — jak mu się zdawało — mówiło: „jakiś ty dzieciuch, po co ci było zaczepiać głupią Emilkę“, wybiegła jak strzała z pokoju.
Zostali sami. Chłopak, pomimo że z obejścia Heleny nie mógł przypuszczać, żeby ona wiedziała o wczorajszem jego przejściu, uczuwał ciągle instynktowny niepokój; na wesołe szczebiotanie ładnej gospodyni, uwi-