Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spełna dziesięć minut stół był nakryty a na bocznym stoliku szumiał duży rosyjski samowar. W ciągu tego czasu dziewczyna kilka razy w ten sposób spojrzała na Adasia, iż ten był pewny, że ona musi znać w całej rozciągłości wczorajszą historyę. Onieśmieliło go to do reszty i uczuł prawdziwą przy jejemność i ulgę, gdy Ludwiczka skończywszy nakrywać, stanęła w pokornej postawie przed panią i potulnym głosem zapytała:
— Czy mogę, proszę pani pójść dziś na majowe nabożeristwo? Nie chciałabym ani dnia opuścić.
Helena uśmiechnęła się łaskawie i odrzekła:
— Możesz, możesz!
Pomimo tak zadawalającej odpowiedzi dziewczyna nie odeszła zaraz; stała spuściwszy oczy ku ziemi i mnąc w ręku fartuszek robiła wrażenie, jakby jeszcze o coś panią prosić chciała.