Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


letowych preparatów. Odetchnął ciężko, tak jak człowiek, któremu nagle tchu zabraknie. Atmosfera ta musiała takie same wrażenie zrobić i na Helenie, bo wnet po wejściu zwróciła się do kręcącej się wokoło fertycznej pokojówki i dość z wyraźnem zniecierpliwieniem zawołała:
— Tyle razy ci Ludwiko nakazuję, żebyś przewietrzała pokoje.... Tu jest strasznie duszno; nie ma czem odetchnąc.... Otwórz zaraz okno w tym pokoju.
Za chwilę potężny prąd świeżego, wiosennego powietrza wdarł się do pokoju. Zapach jaśminów, kwitnących tuż pod samym oknem i olbrzymiemi swemi krzakami ocieniających cały ten pokój, pomięszał się, z woniami panującemi już tam poprzednio.
Ludwika, kręcąca się, jak wirak po jednej powierzchni wody, zabrawszy kapelusz, narzutkę, parasolik swej pani, zajęła się pospiesznie przygotowaniami do herbaty. W nie-