Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szedł niechętnie ociągając się. Tak jak przed chwilą żal mu było opuścić jej towarzystwo i wrócić do swych książek, tak teraz uczuwał w piersi jakiś niewytłómaczony niepokój, jakąś dziwną obawę przed tą herbatą sam na sam z panią Heleną. Figlarny wyraz, który gościł w jej oczach nie uszedł jego uwagi, zrodziła się w nim obawa: czy piękna pani nie drwi z niego? Wyprostował się, i starał się przybrać zimną i sztywną powierzchowność. Pomyślał w tej chwili, że zupełnie jest niestosownie, żeby ona mówiła doń wprost po imieniu; postanowił dać jej to uczuć i tytułować ją „panią”; wpierw nazywał ją „kuzynką” lub przemawiał w trzeciej osobie.
Gdy znaleźli się w środkowym, jadalnym pokoju, obok którego mieścił się buduar, a dalej sypialnia młodej kobiety, Adaś uczuł nagle brak powietrza; atmosfera pokoju przepełnioną była wonią perfum i tua-