Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jającej się około kipiącego samowaru, odpowiadał ciągle monosylabami. Onieśmielenie to bawiło wprawdzie Helenę, nie w tym jednak stopniu jak przypuszczała; coś jej dziś dolegało, czuła się dziwnie zmęczoną i osłabioną. ręce jej opadały, głowa ciężyła. Nagle zwróciła się do Adasia mówiąc krótkiemi urywanemi słowami:
— Nie wiem co mi dziś brakuje.... Wszystko mi dokucza.... Przepraszam cię, że cię tu na chwilę samego zostawię.... Suknia niewygodna.... Gniecie mnie.... Widocznie się już starzeję. Pójdę się przebrać.
I kończąc ostatnie słowo zniknęła poza grubą kotarą sąsiedniego buduaru.
Adaś odetchnął swobodniej zostawszy sam. Miał przez chwilę zamiar wynieść się, zanim powróci gospodyni; zbliżył się nawet do drzwi i wszedł do oszklonego ganku, zauważył tam jednak, że wyjść nie może bez zwrócenia uwagi, drzwi zamknęła Lu-