Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


scu. Nie starczyło mu jednak odwagi na wypowiedzenie tego komplementu, poczerwieniał tylko swoim zwyczajem, po same uszy i mruknął coś niezrozumiałego, co można było w rozmaity sposób tłómaczyć.
Piękna pani domyśliła się, co chłopak w tej chwili chciał powiedzieć, miała nawet wielką ochotę wyciągnąć go na wyznania w tej sprawie, przeszkodził jednak temu wjazd do miasta. Kurzawa, turkot, wrzask i krzyk przekupniów tak zagłuszyły panią Helenę, że usunąwszy się w sam kąt powozu, przymknęła oczy i zamilkła.
Adasiowi zdawało się tego dnia, że fiaker pędził z szybkością pospiesznego pociągu; żal mu było, że tak piękny dzień, najpiękniejszy dzień w jego życiu — jak myślał wówczas — już się ma ku końcowi. Rozmarzony, odurzony, opad się na poduszki powozu i także przymknął oczy. Doznawał jakiegoś dziwnie słodkiego upojenia, gdy je-