Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


go cienkie, wyciągnięte przed siebie nogi dotykały szeleszczącej, jedwabnej sukni swej towarzyszki.
Nareszcie powóz się zatrzymał. Helena otworzyła oczy i powoli niedbale zabierała się do wysiadania. Adaś wyskoczył już był pospiesznie i podawał jej rękę, żeby w ten sposób pomódz jej wysiąść. Wyskakując oparła mu się oboma rękoma na ramiona, a później śmiejąc się znowu swym wesołym, dziecięcym śmiechem, pogłaskała go po gładkim zarumienionym policzku.
— Dziękuję ci kuzynku za ten spacer — mówiła pospiesznie nie równo. — Gdyby nie twoje towarzystwo, nie byłabym doświadczyła tej przyjemności.... Ach! ta wiosna, to powietrze, ten wiatr upajają mnie, osłabiają, do jakiegoś pół snu pół marzenia usposabiają.... Znudziłam cię?
Stali przed gankiem domku położonego wśród obszernego ogrodu panny Teresy, w