Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I śmiała się całem sercem biegając wzdłuż i wszersz pokoju i nie mogąc chwili ustać na jednem miejscu. Niespodzianie stanęła na środku pokoju, klasnęła głośno w dłonie i zawołała:
— Nareszcie! Już wymyśliłam.
Co? co? co? Helenko, moje dziecko, powiedz, że mnie — zapytała niecierpliwie panna Teresa.
— Co? Zobaczy ciocia, czy nie mądrze — zawołała z tryumfem — Ja mu sama wyczytam taką reprymendę, że mu w piętach zastygnie, temu niepoczciwemu chłopczyskowi. który mi cioteczkę zamartwia.
Twarz staruszki rozpogodziła się w jednej chwili, dawno tego pragnęła, żeby Helena sama wyłajała Adasia, nie śmiała jej tylko sama zaproponować, bała się, żeby jej to przykrości zbytecznej nie sprawiło. Usłyszawszy od niej samej tę propozycyę uradowała się nią bardzo, z drugiej strony jednak