Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Staruszka ze zgrozą i zdumieniem na nią spojrzała; takiej rady nie spodziewała się i znać oburzyła ją ona do żywego. Z oburzenia trudno jej było przez kilka chwil przyjść do słowa, wreszcie zasłaniając twarz rękoma, zawołała:
— Co!... Ja.... ja mam z tym smarkaczem mówić o.... o.... o całowaniu! Pfe! pfe! Nigdym się po tobie nie spodziewała takiej rady.... Niech się dzieje co chce, ja ust swoich takimi rozmowami nie skalam!!!
Gorące rumieńce uderzyły na bladą i wychudłą twarz ascetki. Z gniewu i pospiechu z jakim mówiła ostatnie słowa, tchu jej w piersiach zabrakło; ciężko dyszała.
Helena musiała użyć całej siły woli, ażeby nie wybuchnąć pełnym, wesołym, niepowstrzymanym śmiechem; zwyciężyła jednak tę młodzieńczą pokusę. Czoło zmarszczyła, twarz całą przyoblokła w wyraz smutnej a głębokiej zadumy, tylko w oczach bez-