Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie masz się z czego śmiać! — zawołała zgorszona staruszka. — Obraza boska jest i to w moim domu.... Nie ma innej rady, do Ksawerego piszę niech go sobie zabierze.... Bóg wie, co z tego wyniknąć może? Wczoraj nie udało się paniczowi, bo dziewczyna uczciwa krzyku narobiła, jutro gdzieś sobie w mieście poszuka.... Pfe! pfe! Nie chcę, nie chcę.... Do Ksawerego piszę niech go zabiera.
Pani Helena powoli, ostrożnie usadowiła staruszkę na sofce, sama usiadła obok niej i przymilając się do niej, zaczęła perswadować:
— Cóż cioteczka dobrego zrobi, jeżeli ciocia majora o tem uwiadomi? Przyjedzie, zirytuje się, chłopca gotów wybić, bo o to u niego nie trudno.... Jeszcze chłopak gotów serce do ojca stracić, a ojciec się rozchorować.
— Oh! Boże mój — westchnęła ciężko staruszka. — Cóż robić?... Możeby go przy-