Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak zmartwienia bez miary.... Co my poczniemy z tym chłopcem? — Zrobić coś trzeba — odrzekła stara sentencyonalnie — ale to nie racya, żeby pani zdrowie sobie psuła i przy klęczniku noc trawiła.... Nie miła Panu Begu taka modlitwa.
— Kiedy widzisz — przerwała pani, niby łtómacząc się — ja ciężko tu zgrzeszyłam, zachciało mi się koniecznie Adasia mieć u siebie i z tej troskliwości duszę mu zaprzepaściłam.
— Poprawi się jeszcze. A teraz niech pani Boga więcej nie obraża i kawy się napije.
— Chciałam dziś do spowiedzi — szepnęła nieśmiało pani — dziś sobota.
— Musi pani pić kawę, tydzień ledwie minął jak się pani spowiadała. Jakie tam grzechy być mogą?...