Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Los chciał jednak inaczej. Na dole w kurytarzu usłyszała płacz „utrapionej“ Emilki i głos panny Teresy, rozpytującej dziewczynę o przyczynę tego płaczu.
Cała sprawa się wydała; ukryć nie było podobieństwo.


∗             ∗


Adaś tymczasem, po wyjściu Rozalii, zamknął drzwi swego pokoju na klucz i jak długi rozciągnął się na sofie.
Powoli zaczynał wracać do samowiedzy; całe położenie stanęło mu jasno przed oczyma i zląkł się go okropnie.
— Żeby tego Włodzia pioruny zatrzasły! — syknął przez zęby.
To były jego pierwsze słowa i przyprowadziły go do zupełnej równowagi umysłowej. Wszystkie domniemane następstwa dzisiejszej awantury szykowały mu się w jeden ciągły rząd nieszczęść.