Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Ciotka Teresa dowie się za chwilę — myślał, robiąc sobie najstraszniejsze wyrzuty. — Stara dewotka nie wytrzyma, jutro kanonikowi powie.... Ten do ojca napisze.... Ojciec!.... Mama!
I rzucił się jak w gorączce na sprężynowej sofie, aż zajęczała. Przed oczyma stanęła mu rozgniewana twarz ojca i zapłakane oczy zrozpaczonej matki.
— Świnią nie człowiekiem trzeba być — łajał sam siebie. — Br! br!.... Obrzydliwstwo!.... Paskuctwo!
W pokoju robiła się noc ciemna, on nie przestawał się trapić ciągłymi wyrzutami.
Koło ósmej zastukał ktoś do drzwi. Adaś nie odezwał się nawet.
— To ja, Rozalia — dał się słyszeć głos starej sługi — proszę panicza do kolacyi.
— Nie pójdę, głowa mnie boli — odpowiedział Adaś i znowu pogrążył się w bolesnej zadumie.