Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


obiecując sobie, wrócić tu za godzinę i rozpytać się o całem zajściu dokładnie. Stara służąca Rozalia, która cały swój wiek spędziła w służbie u rodziny Kierdejów i pamiętała jeszcze ojca Adasiowego, „pana majora“ młodym człowiekiem i nieżonatym, jego syna sama wyniańczyła i kochała chłopaka nad życie; pielęgnowała go jak piastunka pilnuje małe dzieci.... Tembardziej strapiła się niespodziewanym wypadkiem.
— Diabeł się i w nim już budzi — szeptała do siebie w duszy, drepcząc powoli po schodach. — Ta sama krew istka w istkę, kostka w kostkę ojciec.... Niby to ja pana majora nie pamiętam młodym.... Choć mu już byłam za stara i „wydana“ a to odpędzić się nie mogłam biedy.
Tu starowina przystanęła trochę dla nabrania oddechu i puściła wodze wspomnieniom. Uśmiechała się przytem spokojnie, dobretliwie. W myśli jej kwestya zarysowała