Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drzwi.... Dopiero na schodach zaczęła znowu płakać.
— Małpa! — zawołała Rozalia i nagle zwróciła się do Adasia: — Co się paniczowi stało?... Co paniczowi do głowy przy chodzi?
Adaś jednak ani drgnął nawet na dźwięk jej głosu i siedział z opuszczoną głową i ze skrzyżowanemi na kolanach rękoma.... W zaciśniętych pięściach trzymał jeszcze owe nieszczęsne kawałki perkalu .... Z twarzy jego ustąpiła już była zupełnie owa nienaturalna, chorobliwa czerwoność robiąc miejsce nienaturalniejszej jeszcze, dziwnie strasznej bladości, która nadawała młodocianemu obliczu pozór zupełnej martwoty.... Tylko czasem niby zapóźnione błyskawice po burzy, bladą tę twarz wstrząsały dziwne jakieś konwulsyjne drgnienia.
Stara patrząc na to przestraszyła się naprawdę. Podbiegła do Adasia i biorąc go