Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Kara boska niech na niego spadnie! Zwierz nie panicz! Com mu biedna, nieszczęśliwa, sama jedna na świecie sierota, zawiniła.... Zwierz!!! Zwierz! Aż koszulę na mnie potargał....
Tu słowa przeszły znowu w płacz i zawodzenie tak gwałtowne, że aż do uszu przechodniów, na ulicy dojść mogły.
Czoło staruszki zmarszczyło się; w jej siwych wyblakłych oczach zabłysły nagle iskierki gniewu i głosem przytłumionym lecz stanowczym nakazała dziewczynie:
— Sza! Milczeć! Marsz na dół, kaftanik weź inny i milcz. Ja sama pani powiem....
— Tabo moja Rozalio najsłodsza.... — zaczęła coś mówić Emilka.
Stara nie dała jej skończyć, z całej siły tupnęła nogą i zawołała:
— Marsz na dół! słuchać!
Bez wszelkiego oporu, spuściwszy głowę na piersi dziewczyna wyniosła się za