Przejdź do zawartości

Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

pocałować; z drugiej strony ogarniała go dziwna straszna nieśmiałość.... Dziewczyna spojrzała nań i jakby odgadując, co się w nim działo, zaśmiała się filuternie, hultajsko. Wnet potem, niby tłumacząc mu powód swego przybycia, szepnęła cichym, pieszczonym głosem:
— Stara Rózia zajęta, nie ma czasu, kazała mi wodę dla panicza przynieść. ....Pani jeszcze z kościoła nie ma.... Gdzieś pewnie na herbatę wstąpiła....
Przerwała nagle, tacę położyła na stole i kręcąc głową, spozierała na wszystkie strony, niby szukając przedmiotu do dalszej rozmowy.
Adaś także nie silił się na podtrzymanie konwersacyi. Chodził naokoło dziewczyny drobnymi, lecz gorączkowo nierównymi krokami i przypominał młodego konia, który pierwszy raz pod jeźdźcem spotkał na swej drodze przeszkodę i nie ma odwagi ją