Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przez rozgorączkowaną wyobraźnię — jednak najtrwalsza była, najczęściej powracała myśl rzucona przez Władzia Dobieckiego — była praktyczna i niezbyt trudno wykonalna. Tak sądził przynajmniej. Emilka od dłuższego już czasu bardzo często miała mu coś do powiedzpnia; a gdy mówiła, to uśmiechała się zawsze jakoś dwuznacznie; zresztą podobała mu się bardzo. Zaczął się więc głębiej zastanawiać nad sposobami wskazanymi mu przez Włodzia; uwodzicielstwo było dlań dotychczas zupełnie nieznanym kunsztem.
Gdy był tak pogrążony w myślach, usłyszał nagle, że drzwi od jego pokoju, do którego przytykał balkon, zwykłe miejsce jego dumań, ktoś po cichu otworzył.... Niby iskrą elektryczną tknięty, zerwał się i wbiegł do wnętrza. Na środku pokoju stała Emilka, trzymając w dłoniach tacę, na której była karafka z wodą i szklanka....
Adasiowi serce bić nagle zaczęło jak młotem; uczuwał nieprzepartą ochotę Emilkę