Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kpiny zerwałyby ich przyjaźń na zawsze, a na przyjaźni bogatego kolegi bardzo mu zależażo; był dzieckiem dziewietnastego wieku. Czuł, że powinien coś Adasiowi odpowiedzieć, ale zastanawiał się nad tem, co właściwie powiedzieć wypadało. Kolega jednak sam go wyprowadził z ambarasu. Jak woda wiosenna, wezbrana, wyrwawszy groble, rozlewa się z szaloną gwałtownością, tak nagromadzona w duszy chłopaka żółć, przerwawszy raz tamy naturalnej wstydliwości, popłynęła potężnem korytem.
Po kilku chwilach milczenia Adaś rozbudzony, zaczął znowu mówić i to za każdem słowem głośniej, niby chcąc sobie ulżyć, w ten sposób:
— Niech ich dyabli porwą!... Głupia dziewczyna!... Oh i ten szwab, żebym go gdzie spotkał, to bym go nauczył z Polaka kpiny robić.... Wolno jej kochać lub nie. Przymusu nie ma.... Woli ułana, niech go