Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


włosach Pach, syn majstra szewskiego staną przed Włodziem w wyzywającej postawie zawołał głośno:
Syntaksista.... małpa czysta!
Inni gromadząc się koło niego powtarzali chórem:
— Małpa czysta! Małpa czysta!...
Dobiecki już się był zamierzył chcąc uderzyć pierwszego, owego rudego, piegowatego chłopaka, gdy uczuł, że go nagle Adaś z całej siły chwycił za rękę i przemocą odprowadził.
Zanim Włodzimierz zoryentował się, co się z nim stało, już byli o kilkanaście kroków od zgrai malców, a ogólny krzyk i gwar panujący na placu przed gimnazyum, zagłuszył zupełnie tryumfalny wrzask piarwszo-klaśników:
.... Syntaksista, małpo czysta!!
— Coś mi miał ważnego powiedzieć? — pytał Adaś kolegę i wziąwszy go pod ramię,