Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cych się przez wchodowe drzwi pierwszeklaśników.
Nagle obaj wylecieli jak z procy, każdy w inną stronę, utykając na sypiących się jak jabłka z drzewa malców.
— A to ci łaźnia.... Całym się spocił....
Przemówił pierwszy Kierdej ocierając z pyłu kapelusz, który mu z głowy zleciał, w chwili gdy wyciśnięto go z drzwi.
Dobiecki zanim odpowiedział to poprawił starannie modny, granatowy paletot, który w ścisku podjechał mu do góry i tedy dopiero — pewny, że ubranie jego leży bez zarzutu - zawołał:
— Drańcie ! Po co to do gimnazyum chodzi? Same szewskie syny....
Słowa te nierozważnie głośno wypowiedziane mogły doprowadzić do awantury, bo obywatele pierwszej klasy zajadle bronili zazwyczaj swego honoru, to tez zaraz mały, ryży, o stojących do góry, niby kolec jeża