Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i zwracając się do jednego ze swych kolegów, który pozostał w tyle, zawołał:
— Adaś! Chodź, mam ci coś ważnego powiedzieć.
Nawoływany w ten sposób chłopak, szczupły, lecz dobrze wyrośnięty blondynek o rumianej twarzyczce i błękitnych niby kwiat niezapominajki oczach i śmiejących się różowych ustach odparł wesoło:
— Nie mogę! Tak mi szkraby nogi poplątały, że jadę na nich jak na osłach....
— Kopnij jednego, drugiego nogą, to ci się rozstąpią!
Zawołał porywczo Dobiecki i w jego ciemnem piwnem oku błysnęły złote iskierki gniewu, a białe wysokie i piękne czoło sfałdowało się podłużną zmarszczką gniewu.
— Co ci to szkrabstwo winno? — zawołał, śmiejąc się Adaś kiedy zbliżając się do kolegi, niesiony prawie falą wyciskają-