Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Masz czegoś chciała! Masz dyablico! Ciesz się! — zawołała kobieta opierając się o ścianę — Marika Semaniukowa bez czci i bez sławy — wołała zapalając się coraz namiętniej. — Masz czegoś chciała szatańska córko! Mogą mnie teraz palcami pokazywać! Mogą za mną wołać: „Marika lubaska Szwabiukowego syna!“
— Nie pierwszaś i nie ostatnia! — szepnęła stara i przestraszona brzmieniem głosu i postawą młodej kobiety, zerwała się z łóżka i podbiegła do niej. — Co ci jest gołąbko! — zapytała ujmując jej rękę.
— Nic! nic! — zawołała Marika i wyrwała dłoń z rąk cyganki. — Nic mi nie brakuje! Nic! Mam czego chciałam.... Mam kochanka! Mam lubasa! Miałam go dziś, będę mieć jutro, będę go miała jak długo zechcę.
— Mleka się gorącego napij — rzekła z troskliwością Rina — chłód nocy cię objął dreszcze tobą trzęsą.