Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Idź ugotuj! — odparła obojętnie i nie mówiąc ani słowa więcej, usiadła na pościeli.
Pogrążyła się w strasznem, krwawem dumaniu — układała plany zemsty.... Zemsty, która stała się dla niej teraz najsłodszem marzeniem, potrzebą wykrzywionej, chorej duszy.... Z rozkoszą i lubością snuła krwawe kombinacye; przed oczami chorobliwie podnieconej wyobraźni przesuwały się różne obrazy, a w każdym z nich widziała tę samą głowę, tę samą twarz, którą dzisiejszej nocy okrywała pocałunkami — zbryzgane krwią; te czarne, czaru pełne oczy — zamarłe i martwem białkiem świecące.
Los młodego Ilka rozstrzygał się w tej chwili; gorączkowo podniecony mózg kobiety wydał już wyrok.... Za rozkosz i chwilę szału miał piękny ułan zapłacić — życiem. I nic go już nie zdoła uratować, bo namiętna dusza rozszalałej kobiety nie cofnie się przed niczem.