Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ma giętkość węża w połączeniu z mocą świerków niebotycznych.... Nie zważał jednak na nic, krokiem ze ścieżyny nie zboczył, choć czuł, że z guni strzępki zostawały na gałęziach kosodrzewiny, a z łokci i ramion krew się ciepła sączyła.... Nie zważał on na to; namiętność go gnała....
Wreszcie wydobył się z pasu kosodrzewin.... Znalazł się na szerszej drodze, przeszedł strumyczek i zapuścił się w czarny świerkowy bór.... Już wkrótce znajdzie się u celu.... Serce raźniej mu uderzyło, zaczął mimo ciemnicy strasznej iść spieszniej, za kilka minut drzewa zrzadły, przed oczyma Ilka, przyzwyczajonemi do ciemnicy boru błysnął brzask jakiś jaśniejszy.... Stanął na chwilę, aby się zoryentować. Poznał miejsce wyraźnie.... Tak to tu! Nie zbłądził. Ujrzał przed sobą polanę w lesie, a na niej kamieni kilka, wąskich a wysokich, pionowo w górę strzelających. Brzask różowy na wschodzie, po nad