Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I nie wdając się w dalszą rozmowę, ruszył stromą ścieżką w górę. Nim słońce zaszło zupełnie, znalazł się na przełęczy pomiędzy Pop-Iwanem a Smotreżem na szerokim udeptanym płaju, po którym idą wszystkie karawany do Węgier. Tam jednak nie skierował się na południe, tylko zawrócił na małą ścieżynę wijącą się pomiędzy kosodrzewiną w dół stromych Smotrożowych stoków.
Noc się robić zaczęła, ciemność go otaczała, jaśniały jeszcze tylko dwa wyniosłe szczyty, a z poza przełęczy niby odblask łuny jakiejś, niby płomienie karmazynowe buchały z węgierskiej strony.... To blask zachodu złocił karpackie szczyty.
Młody hucuł szedł pospiesznie nie zważając na to, że ostry drobny żwir obuwie mu uszkadzał, nogi już nawet kaleczył.... Ścieżka stawała się coraz węższa, tak, że z trudnością zaledwie zdołał się przedzierać przez splecione gałęzie tej dziwnej rośliny, która