Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spłoszyć się i umknąć w bok; silna jednak ręka wprawnej mołodycy trzymała go na wodzy; szedł więc prychając trwożliwie, szyję zgiął, głowę pochylił ku szerokiej piersi i żuł zajadle wędzidło, tocząc przytem z pyska białą pianę, spadającą mu wielkimi kawałami na piersi i nogi.
Zanim stanęła przed bramą karczmy, rozległ się gwar i hałas, a po nad nią wzbił się jeden okrzyk, wzniesiony przez parobków:
— Witaj nam piękna Mariko!... Witaj Semaniukowa gazdyni! Witaj najpiękniejsza!...
Ona już stała pośród tego tłumu, serce jej biło, krew do głowy uderzała.... Przypomniała sobie dawne dzieje.... I dawniej przyjmowano ją z takim zapałem, przyjmowano ją, choć przychodziła na zabawy pieszo, a nie przyjeżdżała na drogocennym wierzchowcu, choć miała na sobie skromne