Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zamilkł i znowu dały się słyszeć tęskne przyciszone tony. Oleksa, od czasu kiedy napróżno ubiegał się o łaskę pięknej Mariki, gdy była jeszcze niezamężną, zapomniał grać wesoło; smutne tylko melodye ze strun jego skrzypiec wypływały... Czasem tylko, gdy na pocieszenie wódki się do syta opił — to dawne wesołe czasy przypominał sobie i wesołe tony ludziom na pastwę rzucał. Niestety, co raz częściej tego narkotyku używał.... Tak często, że go już ludzie nazywali: Oleksą muzyką, lub Oleksą... pijakiem.
Około trzeciej godziny z południa, gdy już zabawa szła ochoczo, gdy już muzyka rzępoliła od ucha, a co gorętsi parobcy wybijali prysiudy, rozległ się nagle szum jakiś przed bazarem.
— Patrzcie! patrzcie braty! wołał Semań Ruńka, przerywając taniec. — Niech mnie zwierz rozszarpie, jeżeli to nieprawda!...