Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


coraz smutniej. Nagle, uderzając Oleksę po ramieniu zawołał:
— Bracie Sawiczu, zagraj mi tak, żeby smutek mnie opuścił, żeby mi krew po dawnemu w żyłach popłynęła, żebym się mógł zaśmiać wesoło.... Zagraj mi tak, a sprowadzę ci takie skrzypce, jakich jeszcze w górach nikt nie widział.... dam ci takie na jakich dla magnackich córek grają, kiedy się im na taniec zechce iść.... Słyszysz?... No graj, graj Sawicz!...
Z początku, przy słowach Ilka, oczy muzykanta zaiskrzyły się pożądliwie, po chwilowym jednak namyśle blask oczu zgasł znowu i Oleksa szepnął smutno:
— Nie mam ja siły grać tak! Gdybym umiał, to nasamprzód sobie bym zagrał.... Smutek i nuda obsiadły twoją duszę, a na to żadne granie nie pomoże!... Nie pomoże! Oh nie!