Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ilko nie doświadczał tak strasznych tortur, miał inną, pogodniejszą, weselszą naturę nadwiślańskich mieszkańców, tylko w małej części zabarwioną huculskim sentymentalizmem.... Brał życie z bardziej powierzchownej strony.... Anika go nudziła, Semaniukową kochał dawniej, teraz wrócił by z ochotą do dawnej kochanki.... Wróciłby, coś mu jednak szeptało w duszy, coś przestrzegało — mimo zapewnień Riny — że w sercu Mariki nienawiść zmięszała się z dawną miłością i kto, wie czy jej nie zagłuszyła zupełnie. Były chwile, że obawiał się zemsty, nie długo jednak one trwały. Uśmiechał się po nich lekceważąco ufny w swą piękność i siłę swych muszkułów. Nie była to miłość duchowa — tylko żądza lekkomyślnego chłopaka, pragnącego zyskać nową kochankę na miejsce dawnej, która mu zbrzydła.
Ilko zaczął krążyć godzinami wokoło chaty Semaniuka.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .