Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A Anika co? — wołał łamiąc dłonie Ilko. — Przecież o Anice ona wie.
— A onaż sama z żalu zamąż nie poszła? co? — tłómaczyła dalej. — Żal miary nie ma! W żalu człowiek zabić może. Nie sumuj Ilku, oczu czarnych nie wypłakuj! Ona będzie twoja, bo ja tak chcę. Rina stara tak chce!
I mówiła prawdę. Chciała w rzeczy samej, żeby Marika znowu stała się lubaską Szwabiukowego syna, byłoby to bowiem niewyczerpane źródło dochodu dla niej, dla Riny. Namowami swojemi rozdmuchała stara wiedźma w tych dwóch dawniej kochających się sercach, żądzę posiadania się znowu. W piersi Mariki był to ponury, złowrogi płomień, wydający czarne, duszące i odurzające dymy; nieszczęśliwa kobieta sama nie wiedziała czego pragnie i gdzie dąży, obłok pożądliwości oczy jej przesłonił i szła na oślep... ku przepaści!