Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dniami całymi błądził gdzieś po górach. Rina cyganka często nawiedzała wójtowe obejście i na uboczu, pod starem wiśniowem drzewem szeptała z młodym ułanem.
— We łzach gołąbka twoja tonie — mówiła mu cyganka — dawne kochanie zagościło znowu do jej serca.... Ciężkie życie jej z nielubem.... Za tobą Ilku sokole tęskni, za tobą płacze!
— Oh! Ona mnie kochać już nie może — odpowiadał chłopak, smutnie spoglądając w około. Za srogo ją skrzywdziłem.... Żeby jakie kochanie — to zgaśnie od takiej krzywdy.... Zgaśnie! W nienawiść się zamieni!
— Zrazu tak! Przeklinała cię, nienawidziła — pocieszała strapionego parobka stara cyganka. — Teraz już wie.... ja jej powiedziałam, że nie twoja wola a wina była, że to stary Szwabiuk umyślnie cię do wojska dał.