Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


no spotkał mnie przed karczmą Judki i pytał mnie o ciebie zazulo ty moja złocista.... Mówił, że stary życie mu spaskudził, bo swatać mu ciebie nie pozwolił... Mówił, że choć raz jeszcze w życiu chciałby cię zobaczyć, twoją liliową twarz pocałować.
— Zasię mu! — zawołała kobieta wybuchając znowu kurczowem łkaniem — powiedz mu — mówiła przez zły — niech się nie waży.... bo.... bo Semaniuk jak psa go zastrzeli.
— Eh! Ułana cesarskiego nie zastrzeli — przerwała machając lekceważąco ręką cyganka — zresztą czy on ma zaraz wiedzieć o tem, on po połoninach, po miastach zwija, do Węgier gdzieś jeździ, czasem całymi dniami, całymi tygodniami w domu go nie ma. Czy jemu zaraz wszystko wiedzieć?
— Teraz ciągle w domu siedzi — odrzekła niby namyślając się, czy wahając Marika.