Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


piekielnego. Czuła, że on przyczyną jej męczarni, ze on życie jej zatruł swym oddechem zakażonym, swą pieszczotą lekkomyślną, a tak słodką.
Gdy cyganka nadeszła, Marika natychmiast ją wpuściła i znowu drzwi zaryglowała. Na uspakajające słowa Riny Andrij opuścił świetlicę i wyszedł obejrzeć gospodarstwo, korzystając z tego cyganka do Mariki szeptać zaczęła:
— Już prędko będzie koniec twej niedoli, gołąbko moja słodka.... Sokół twój tamtą wronę porzuci, znudziła go, znudziła.... Gdzie jej sokoła hołubić.
— Milcz stara! — wołała niecierpliwie broniąca się przed pokusą kobieta, jednak słuchała dalej.
— Wczoraj, wczoraj w nocy — ciągnęła dalej cyganka, nie zważając na słowa Mariki — bili się w karczmie, a później on ją na płaju pijanią zostawił.... Dziś ra-