Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzenia pokusy — nic nie pomagało; czarne oczy i piękna twarz okolona jasnym włosem wracała jej przed wzrok duszy uparcie.
Sprowadzała wróżki i znachorów, kazała zdejmować uroki — i to nie pomagało, czarne oczy ciągle ją prześladowały.
Ni snu, ni czuwania spokojnego nie miała; noce spędzała wijąc się na pościeli; dnie trawiła w nudzie strasznej, nie do zniesienia.
Wyschła i zmizerniała straszliwie; oczy tylko szafirowe płonęły blaskiem dziwnym, nie ziemskim, żądza trawiąca ciało i duszę blask ten podnosiła.
Dom i mąż stali się dla niej nieznośnymi. Każdy uścisk męża palił ją,, dotknięcia jego ręki stawały się dla niej równie bolesne jak dotknięcie rozpalonego żelaza; pieszczota — torturą.... A jednak i na myśl samą o Szwabiuku wzdragała się cała i śmierci mu życzyła i potępienia wiecznego i ognia