Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Sposób i na niego znaleźć można, żebyś ty tylko zazulo zechciała.
— Nie! Nie kuś mnie szatanico — zawołała porywczo — nie kuś mnie, bo nieszczęście jakieś sprowadzisz.... I tak już dość.... Krew! krew! — zawołała zasłaniając oczy — czerwono!... I znowu zesztywniała.
Z trudnością cyganka ją docuciła.
Gdy Andrij powrócił do chaty i począł pytać Rinę: o przyczynę niezdrowia żony.
— W niewoli ją trzymasz! — odrzekła mu cyganka porywczo. — Młodą żonę wziąłeś, a każesz jej jak starej chaty tylko pilnować. Świata, ni ludzi nie widzi biedaczka! Na muzyce nie była od kiedy za mąż poszła.
— A czy ja jej bronię! odrzekł niecierpliwie. — Słowa mi nigdy nie powiedziała.
— Eh! Ona nie taka, żeby się sama zabawy dopraszała — mówiła stara dalej —