Przejdź do zawartości

Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

mi dajcie! Posłuchałem was, grzech na sumienie wziąłem i dziewczynie życie zmarnowałem.... Co mi teraz? Co? Niech choć życia użyję za wasz grosz! Wnuków!... Wnuków ci się chce stary! Po Podgórzu ich szukaj! I szedł dalej milcząc już, tylko śmiał się sucho, bezdźwięcznie.
 I stary zamilkł, pospieszając za synem, dopiero nieopodal od wrót obejścia znowu zapytał:
 — Którędyś jechał? — Od Kołomyi eizenbanem.... stamtąd przez Kossów do Żabiego forszpanem.... no, a z Żabiego piechotą.... Poszlijcie kogo do Mendla w Żabiu... po moje tertiło!...[1]
 — A u starosty w Kossowie czyś się meldował?

 — Byłem, ale starosty samego nie zastałem; dałem reńskiego staremu kanceliście

  1. ↑ tertiło = pakunek.