Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ścią przez wrota przesadził i zaczął biedz ku ścieżynie, ciągnącej się od połonin.
— Hej! Czekajno braciszku, czekaj kumie! — wołała biegnąc za nim cyganka. Daj co Rinie za wiadomość! Daj co za nowinę!
Wojciech sięgnął do pasa i znalazłszy tam srebrnego guldena cisnął go cygance, sam zaś pobiegł naprzeciw syna, który już wychodził ze świerkowych zarośli.
— Będziesz miał z niego pociechę, oh! będziesz miał — szeptała stara ze złością, chowając talara do małej skórzanej torebki — będziesz miał skąpcze! będziesz miał czartowski kumie! będziesz miał rezuniu!... Rina ci się postara, żebyś się wnuków dochował. I śmiała się głosem puhacza.
Tymczasem ojciec spotkał się z synem.
Ułan ujrzawszy zadyszanego, potem okrytego starca, stanął i z pewną bojaźnią i uszanowaniem, odkrywszy głowę, w rękę go pocałował,