Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mieniąc się przytem stalowym połyskiem; twarz tylko zbladła jeszcze bardziej, a różowe zazwyczaj wargi posiniały prawie.
— Niech się nie waży! — zowołała porywczo, zaciskając pięście i podsuwając je do twarzy cyganki. — Niech mi się nie waży ten.... ten.... Szwabiuk w drogę mi wchodzić! Niech się nie waży!... Ja ślubna!... Rozumiesz mnie wiedźmo — ja ślubna — ślubna żona Andrija Semaniuka.... Powiedz mu: że jak on mi na oczy się będzie nawijać to Andrij.... Ty wiesz co Andrij.... Jemu to nie nowina. On wie co krew.... ha! ha! ha! On wie! i ja jego żona także wiem!... ha! ha! ha!... Djabeł sto par chodaków schodził, żeby nas złączyć.... Teraz wiesz Rino!... powiedz mu!
— Gołąbkoż ty moja — szeptała cyganka przerywając słowa rozgniewanej kobiety — urok na ciebie ktoś rzucił. Pek ta cur na ciebie! Za co się na swoją sługę naj-