Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przez chwilę chciała wrócić do chaty, gwałtem przerwać bolesne wspomnienia, cisnące się do mózgu.... Nie mogła! Sił jej zabrakło, jak podcięta oparła się o szare głazy muru i snuła dalsze wspomnienia; widziadła jakieś straszne otoczyły ją dokoła.
— Hańba! hańba! — szeptała blademi ustami i widziała gdyby na jawie: jak on, jej kochanek, zadość uczyniwszy swej namiętności, rzucił ją dla innej, dla pustej Aniki, która przed nim już miała pół kopy lubasów.... Wzdrygnęła się nagle, jakby na gada jadowitego nastąpiła: to przed oczyma jej duszy przesunęła się zmarszczona żółta twarz Riny Cyganki.... Ta stara wiedźma duszę jej na wieki zgubiła, przed hańbą, przed obmową ludzką ją osłoniła, ślady błędu i winy ukryła.... ale duszę jej zagubiła, dyabłu w moc oddała; w grzech śmiertelny, nieodpuszczony wtrąciła.