Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pasterskie odzywały się po połoninach.... a orzeł siwy, olbrzym czarnohorski, wyleciał już z kamienistego gniazda i krążył po nad mgły nadrzeczne upatrując żeru łatwego.
Marika patrzyła na królewskiego ptaka; patrzyła na dalekie połoniny, na których pasły się ogromne stada jej męża, patrzyła na zamczyste budynki i kute bramy, obejścia.... i wspomnienia jakieś dawne, marzenia jakieś nieuchwytne duszę jej opanowały.
Dziwne to wspomnienia: Dwa lata temu była jeszcze jedynaczką u ubogiej wdowy.... Matka jej, stara Martynicha, miała tylko małą pochyłą chatynę nad brzegiem Czeremoszu, szmatek jałowego ogrodu i jedną starą krowinę.... A jednak Marika czuła się szczęśliwą, stokroć szczęśliwszą, niż teraz, gdy jest najbogatszą gazdynią nad brzegami czarnego Czeremoszu.... Czuła się szczęśliwą, bo uwielbiali ją wszyscy, wszyscy leginie głowy przed nią chylili i głośno jej mówili: