Strona:PL Abgar-Sołtan - Dobra nauczka.djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ilku! Ty za Mariką banujesz....[1] Ona tobie najmilsza lubaska....[2] Ty mnie nie lubisz, nigdyś mnie nie lubił.
Wzdrygnął się ułan na te słowa pięknej hucułki; dreszcz jakiś przebiegł mu po całem ciele, gorączkowym ruchem, niby odgarniając jakąś zmorę, machnął ręką i wnet objął siedzącą obok niego kobietę w pół i zaczął ją gwałtownie, namiętnie całować.
— Nie! nie! — szeptał jej do ucha. — Nie! nie chcę Maryki, ona straszna, ona nawiedzona, ona czarować umie! Nie! nie! Tyś mi najmilsza lubaska, tyś jak ptak wesoła, jak promień słonka jasna.

— Dalej Ilku! dalej! Kończ pieśń! — wołali chórem parobcy. — Zostaw Anikę! Do domu ją poprowadzisz... Spiewaj! spiewaj!...

  1. Tęsknisz.
  2. Kochanka.