Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak utajone w pamięci człowieka
Głuche o raju utraconym wieści.
Przeto zjarzmiona rzesza ledwo wierzy,
Żeś ty coś więcej, niżli skazki cud,
Że nie do pustych legend to należy,
Iż nie tak dawno wolnym był nasz lud.

Gdy dziad wnukowi czytał z kronik księgi,
Tyś się nad dzieckiem gięła jak rusałka
Strojna w klechd śpiewne djademy i wstęgi;
Gdy dorósł — byłaś bożyszczem dla śmiałka,
Jak wzrok kochanki blask twój przed nim migał,
Twój mu zapałem pierś wydymał zew,
Dla ciebie oręż w swych marzeniach dźwigał,
Dla ciebie w snach swych serdeczną lał krew.

Mężowi byłaś w noc czarnego jeństwa
Marą świetlaną, niedosiężną dlań!
Tajemną druhną walki i męczeństwa,
Słońcem złocącem tęsknot jego tkań.
Jak obiecana ziemia wciąż przyzywasz
Siwiznę starców, co cię w kaźni śnią,
Ostatnim jeszcze jasnym blaskiem spływasz
Na twarz, co zgonu już zachodzi mgłą.

Choć dzień dzisiejszy w imię twoje kłamie,
A miano twoje pustym dźwiękiem warg,
Choć cię, Wolności! byle oszust w kramie
Co dnia szalbierczo wywiesza na targ, —
Choć cię obłudnie na sztandar zatknęli
Nędzni turkucie prawdziwej swobody,
Co — ledwo sami szyje z jarzm wyjęli —
Zawzięcie inne ciemiężą narody: