Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XVI.

Dla drugich „wolność“ bywa pustem słowem
A „świt swobody“ martwo brzmi i czczo,
Lecz nasze dusze z każdym dzionkiem nowym
Jak świętem hasłem treścią słów tych drżą.
Wzrok ją płomieńmi widzi wypisaną,
Ucho wciąż słyszy ją jak wieczny dzwon,
Pierwszem westchnieniem naszem jest co rano,
Ostatnią w wieczór prośbą serc i łon.

Gdy oko nasze błądzi po mórz łęgu,
Co tchem swym włos nam rozwichrza na skroni —
Kiedy zabłyśnie gdzieś na widnokręgu
Grzywa rumaka, co bez uzdy goni —
Gdy dumny orzeł w błękity się wzbije
I na przestworach skrzydła swe rozprości,
Wtedy nam ręce prężą się i szyje,
A drżące usta szepcą: o, Wolności!...

Wolności! tyś jest jak ta baśń daleka,
Co z dali czasów tęskne dusze pieści,