Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I po sekundzie wahania odrzekła:
Gdyś ciekaw, słuchaj. — Byłam niewolnicą,
Znam knut i jarzmo, lecz od tego piekła
Gorsza chuć pańska, której nie nasycą
Same spojrzenia. Dla niej w jedno rano
Zdjęto mi więzy i te suknie dano
I te w kształt węża manele ze złota
I ten sznur pereł, co me stopy mota.
Lecz nim mię, cennym obwieszoną darem,
Zdołano gwałtem zawlec w pański harem,
Rozpacz i podstęp sił mi dały tyle,
Że do ucieczki upatrzywszy chwilę
Zbiegłam w te lasy i wnet tydzień minie,
jak się samotna błąkam po gęstwinie,
Pijam z potoku, głód sycą owoce,
A ljanów sieć mi łożem w ciemne noce.
Ale cokolwiek jutro mi przyniesie:
Czy z wycieńczenia zginąć mam powoli,
Czy mię rozszarpie zwierz, czy pogoń w lesie —
Wolę to raczej niż hańbę niewoli.

Jednaki — rzekłem — los nas wiódł ku sobie.
I jam gnił dotąd w otrockiej porobię.
Więc gdy tam hańba czeka nas oboje,
Pozostań tutaj i nie gardź mem szatrem.
Jak umiem skórą je zwierząt wystroję,
Aby osłonić cię przed dżdżem i wiatrem
I rad podzielę się tem, co łów zdarzy.
A gdyby wtargnął i tu pościg wraży,
To nimby z tobą uszedł stąd jak z łupem,
Pierwejby musiał mnie rozciągnąć trupem.

Tu Zajma rękę ufnie mi podała
I zamieniliśmy pierwsze spojrzenie.