Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziewczęcej piersi. Jednę z nóg doszczętnie
Kryło odzienie, a na drugiej zasię
Powyżej kostki, na błękitnem tętnie
Sznur pereł mienił się w tęczowej krasie.

Jakiemże drżeniem i trwożnym zachwytem
Pierś mą napełniał ten jej owal twarzy,
Opromieniony snów dziewiczych świtem,
I ta jej smagłość, w której się kojarzy
Patyna bronzu z skóry aksamitem,
I te usteczka przez pół odemknione,
Podobne kwiatom, kiedy się w koronę
Pod ros pieszczotą rozwijają z pąka.
A jak wśród kwiatów luba woń się błąka,
Tak na twarzyczce uśpionej dryady,
Mimo rzęsistych łez wyraźne ślady,
Błądził uśmieszek przesłodki choć blady.

A wtem przelotny motyl nabrał chętki
W dołeczku brody, kędy kupidynek
Ostrzy swe groty, skrzydeł modre centki
Niby wachlarze złożyć na spoczynek.
A gdy stąd senne spędziły go dłonie
Frunął i znów ją załaskotał w skronie.
Dziewczę przecknęło i otwarło oczy...
Wtedy ja widząc, że biedne serduszko
Ledwo jej z drżącej piersi nie wyskoczy,
Rzekłem: Nie lękaj się, nadobna wróżko!
Włosek ci z głowy nie spadnie przezemnie,
Lecz mów, jak zaszłaś w puszcz tych groźne ciemnie?

Wtedy płochliwej wzrokiem antylopy
Zmierzyła postać mą od głów po stopy