Strona:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Upojeni szałem walki i zapachem krwie
Niosą łup i u nóg pana kładą łeb przy łbie.
Kładą i schrypłemi głosy wrzeszczą: „sława ci!“
A on wita ich z pogardą: „dobrze, dobrze psy.“

Broń odbiera im skrwawioną i zaś wprzęga w pług
I na pastwę zaś oddaje grzbiet ich sforze sług.
Mimo plag niejeden z onych ma za chwałę chwał,
Że i on się bił za pana, krew za niego lał.

Ale ja zaciskam pięści, twarz mi pali wstyd...
„Smagaj — wołam — smagaj knucie! Zamało ten zbit,
„Kto dostawszy broń z rąk pana, miast przez łeb go siec,
„Na powrozie się pozwala do szlachtuza wlec.“